player for YouTube for Mac OS X
20.05.2007
Od poniedziałku może się zacząć bezterminowy strajk lekarzy

Wszystkie zaplanowane operacje zostaną odwołane. Lekarze zamkną na cztery spusty swoje gabinety w przyszpitalnych przychodniach. Chorzy, którzy planowali dostać się na oddział, zostaną odprawieni z kwitkiem. Wszystko przez to, że medycy ruszają do boju o wyższe pensje.


Lekarze ostrzegali rząd już dwa razy w tym roku. W zeszłym tygodniu protestowali przez dwie godziny, w ten wtorek przez cały dzień. Liczyli, że rząd zaprosi ich do negocjacji w sprawie podwyżek.
Niestety, żadnej odpowiedzi się nie doczekaliśmy. I w takim razie w najbliższy poniedziałek zaczniemy strajk bezterminowy ? zapowiada dr Wojciech Sulka, przewodniczący dolnośląskiego regionu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, organizatora strajków


Co to oznacza dla pacjentów? Lekarze odwołają zaplanowane wizyty w przyszpitalnych poradniach, nie będą przyjmować na oddziały i nie przeprowadzą zapowiedzianych operacji. Jednocześnie przekonują, że wybrali rozwiązanie jak najmniej uciążliwe dla chorych. Szpitale będą pracować tak jak w niedziele i święta.
Wszyscy, którzy trafią do nich w nagłych przypadkach, zostaną przyjęci ? podkreśla Wojciech Firkowski z OZZL.


Walczą o pieniądze


Protestujący lekarze stawiają konkretne postulaty. Chcą, by lekarz z II stopniem specjalizacji zarabiał 3 średnie krajowe miesięcznie, z I stopniem 2,5 średniej, lekarz bez specjalizacji 2, a tuż po studiach 1,75.
Oznacza to, że wysokiej klasy specjalista mógłby zarabiać nawet 7 tysięcy zł. To oczywiście nie są twarde warunki, tylko kwoty, które chcemy negocjować. Czekamy tylko na to, by rząd zechciał z nami rozmawiać ? tłumaczy Janusz Łapiński z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.


Łapiński mówi, że medycy strajkują nie tylko w swoim imieniu.
To nie nasz egoizm, tylko czysty pragmatyzm ? argumentuje lekarz pracujący w szpitalu przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. Potencjalnie każdy z nas jest pacjentem. Jeśli zarobki nie wzrosną, to już wkrótce nie będzie komu leczyć. Bo wszyscy uciekną za granicę.


Potwierdza to Michał Jaworski, który tuż po studiach na akademii medycznej wyjechał do Niemiec. Tam bez problemów dostał się na specjalizację i od czterech lat pracuje jako ortopeda. Zarabia ponad 10 razy więcej niż jego koledzy, którzy zostali w Polsce.
U mnie przeważyły właśnie te dwa elementy ? śmiesznie niskie zarobki w kraju i to, że dostanie się tu na specjalizację jest nie lada sztuką ? podkreśla.


O swoich zarobkach Marcin Malcewicz, ortopeda z 23-letnim doświadczeniem i drugim stopniem specjalizacji, mówi krótko ? marne, ale i tak lepsze niż w większości wrocławskich szpitali.
Na rękę dostaję 2 tysiące złotych podstawowej pensji, bez dyżurów. To oczywiście obejmuje ubiegłoroczną, ponad 30-procentową podwyżkę ? podkreśla specjalista ze szpitala im. Marciniaka. Te zarobki zawdzięczamy naszemu dyrektorowi, a nie ministrowi ? zaznacza.


Żądania lekarzy popierają ekonomiści. Michał Kamiński z Konfederacji Pracodawców Polskich podkreśla, że zarobki lekarzy muszą wzrosnąć.
Ale nie tak jak w zeszłym roku, gdy pieniądze na podwyżki wyszły z puli kontraktów Narodowego Funduszu Zdrowia ? wyjaśnia specjalista. Przez to szpitale dostały mniejsze kontrakty. A to z kolei napędziło rosnącą spiralę ich zadłużenia. Więc sytuacja lekarzy się nie poprawiła. Właśnie dlatego rząd musi wygospodarować pieniądze z innej puli. Żeby nie mieszać i nie przesuwać ich w tym samym kotle.


Matki się boją


Według Adama Sandauera ze Stowarzyszenia Primum Non Nocere, reprezentującego interesy pacjentów, strajk i podwyżki dla lekarzy mogą spowodować ograniczenie zakresu powszechnej opieki medycznej.
Praca lekarzy na kilku etatach i ich strajk doprowadzą do jednego ? zmuszania ludzi do prywatnego leczenia. Ewentualnymi beneficjentami zostaną prywatne kliniki ? argumentuje szef Stowarzyszenia.


Tego właśnie boi się Julita Jackowska, mama czteroletniej Asi. Kobieta podkreśla, że nie stać jej na prywatne wizyty u pediatry.
Moja córka bardzo często choruje na zapalenie oskrzeli. Jak zaczną teraz strajkować, to sama jej nie wyleczę. A nikt mi na wizytę nie da pieniędzy ? rozkłada ręce.
Uspokaja ją Wanda Poradowska-Jeszke, szefowa dolnośląskiego centrum pediatrycznego we Wrocławiu przy ul. Kasprowicza.
W poprzednie dni były co prawda odwołane wcześniej zaplanowane wizyty u specjalistów, ale izba przyjęć działała bez zakłóceń. Lekarze pomagali wszystkim dzieciom w nagłych przypadkach ? zapewnia szefowa szpitala.


Większość pacjentów ze zrozumieniem podchodzi do lekarskich protestów. Czesław Kogut trafił w zeszłym tygodniu na dwugodzinny strajk w poradni ortopedycznej przy ul. Traugutta we Wrocławiu. Na swoją kolej czekał cierpliwie. Uważa, że lekarze mają prawo żądać większych zarobków. I mają prawo strajkować.
Przeżyłem lata 70. i 80., więc wiem, co mogą zdziałać takie masowe protesty. Pewnie dwugodzinne ani jednodniowe ostrzeżenia lekarzy nic nie dadzą. Dopiero przy stałym strajku coś zdziałają ? argumentuje.


Podobnie sytuację ocenia Wanda Poradowska-Jeszke.
Jak pacjentom zacznie doskwierać taka sytuacja, to może ktoś z rządu się ocknie ? podkreśla. A zmienić trzeba cały system ochrony zdrowia, a nie tylko podnieść pensje lekarzy. Tak, by cały biały personel był godziwie wynagradzany za swoją rzetelnie wykonywaną pracę.


Nie do końca solidarni


O podwyżki dla wszystkich pracowników służby zdrowia stara się też związek zawodowy Solidarność. To właśnie dlatego lekarze w nim zrzeszeni nie włączyli się do strajku.
OZZL w swojej walce zapomniał o innych grupach zawodowych. O pielęgniarkach, fizjoterapeutach, farmaceutach ? wylicza Aldona Lewandowska z Solidarności w szpitalu im. Marciniaka.


Także przedstawiciele Dolnośląskiej Izby Lekarskiej nie przyłączyli się do organizacji strajku kolegów po fachu. Jej przewodniczący, dr Andrzej Wojnar, w liście do dolnośląskiego OZZL pisze, że ?zawiązywanie w tym roku komitetu nie porozumiewawczego, lecz protestacyjnego tylko dla lekarzy uważamy za złe rozwiązanie?.


Pieniędzy nie będzie


Rozmowa z Pawłem Trzcińskim, rzecznikiem ministra zdrowia


Lekarze nie ustępują. I w poniedziałek chcą zacząć strajk ciągły. Wywalczą coś?
Na pewno nie w tym roku. Podwyżki z zeszłego roku pochłonęły 5 mld zł. Szkoda, że lekarze tego nie doceniają. Gdybyśmy mieli spełnić nowe żądania lekarzy, musielibyśmy wyłożyć kolejne 11 mld. To niestety niemożliwe, bo to ćwierć budżetu NFZ-u. Takie podwyżki wywróciłyby system.


Ale eksperci ekonomiczni mówią, że pieniądze powinny pochodzić z innej puli. Tak by nie uszczuplić środków na kontrakty.
Z jakiej innej puli? Nie ma innej puli! Przecież o pensjach decydują szefowie ośrodków zdrowia. A oni pieniądze na funkcjonowanie szpitali dostają właśnie z NFZ-u. Nie ma innego źródła, z którego lekarze mogliby dostać pieniądze na swoje pensje.


Ministerstwo się nie boi tego, co stanie się w poniedziałek? Przecież według zapowiedzi ma stanąć połowa polskich szpitali.
Ja byłbym ostrożny, jeśli chodzi o te szacunki. Podczas jednodniowego strajku miało być podobnie, a w końcu okazało się, że protestowało tylko 170 z 800 szpitali.


Więc te pozostałe przejmą obowiązki strajkujących?
Oczywiście.


A strajkujący zostaną ukarani. Bo nie dostaną pieniędzy z NFZ-u, które trafią do tych, którzy będą pracować.
To nie jest żadna kara. My przecież płacimy za wykonywanie pewnych usług. Pieniądze powędrują za pacjentem. A on oczywiście trafi do szpitala, który normalnie będzie pracował.


Autor: Anna Waszkiewicz

Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

góra
newsy

Oceń:
5
4
3
2
1

demotywatory troche inaczej - wrzuta